Dobermany twych d?oni
trudno jest poskromi?
nie chc? liza? moich blizn
wyj? teraz w tej piosence
jak zrozumie?, ?e nie kochasz
jak poj?? - nigdy wi?cej
Jak mam zapomnie? Ci?
Terrorystom twych ?renic
?atwo krew mi spieni?
kiedy odwracaj?c wzrok
rozszarpujesz moje serce
jak mam istnie? w tej udr?ce
jak poj?? - nigdy wi?cej
Jak mam zapomnie? Ci?
Dobermany moich wspomnie?
szczerz? z?by do mnie
wcale nie chc? liza? moich blizn
wyj? teraz w tej piosence
a psi skowyt jest szale?cem
jak szalony bywa zapach krwi
Pij? wino truskawkowe
ze zdziwienia brak mi powiek
jak zrozumie? mam cokolwiek
jak mam zapomnie? ci?
Pij? wino truskawkowe
ze zdziwienia brak mi powiek
jak zrozumie? mam cokolwiek
Nad ranem twarz ci wsi?knie w poduszk?
wrzód w prze?cieradle tak obrzydliwy
?e bukiet naszych oczu pod ?ó?kiem
tak nas zastanie rano szcz??liwych
Czy rano wstaniesz, czy zanim za?niesz
spogl?dasz w okno, nie wiesz czy dnieje
czarne czy bia?e, ciemne czy jasne
?wit to czy zmierzch ju? promienieje
Nad ranem twarz ci wsi?knie w poduszk?
wrzód w prze?cieradle tak obrzydliwy
?e bukiet naszych oczu pod ?ó?kiem
tak nas zastanie rano szcz??liwych
Nie, nie ogryzaj sobie paznokci
Wolna my?l, swobód mit
Wat?, któr? mo?esz sobie uszy zatka?
Tak, jak ptak ?apie wiatr
Gdy zwi?kszy?a, gdy zwi?kszy?a mu si? klatka
Klatka s?ów w której znów
Jeszcze raz i jeszcze raz masz si? urodzi?
Zwyk?y fa?sz, ?e co masz
To p?ywanie, to ?egluga z dziur? w ?odzi
Modlitw szept w usta wbieg?
O stosunkach, o stosunkach przerywanych
Na g?upot?, na durnot? przekuwany
Wiara w cud, mrowia z?ud
Które ty op?acasz swoj? mrówcz? prac?
Dok?d pój??, zewsz?d gnój
Zwyk?y znój, za który nigdy nie zap?ac?
Znów zabijaj? w nas m?odo?? |
Znów zabieraj? nam wolno?? | x2
Wolna my?l....
Znów zabijaj? w nas...
Wspomnienie
U, u, u, u, u, u, u
Mimozami jesie? si? zaczyna z?otawa,
krucha i mi?-a
To ty, to ty jeste? ta dziewczyna, która do mnie
na ulic? wychodzi?a
Od twoich listów pachnia?o w sieni, gdym wraca?
zdyszany ze szko?y
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny, w parku p?aka?em
szeptanymi s?owy
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
U, u, u, u, u, u, u