Dawnych mistyków ludzkiej duszy pie??
Ksi??yca ciemna strona
S?o?ce zabija na raty nas w nadfiolecie.
Schodami do nieba zacz??em si? pi??
Tam nie ma autostrady
My?l? o tobie, a ptakiem jest my?l
zbytek s?ów.
Me ?wiaty s? obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z ob??du powstaj?
Lecz póki tu jestem, prosz?
Kochaj mnie, dotykaj mnie.
Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciep?em palców
Dotykaj aksamitnie, rz?s pok?onem, nie przestawaj
Dotykaj ca?owaniem i oddechem tak, jak lubisz
Dotykaj smug? w?osów niby mu?lin bólowi zadaj ból.
Kochaniem, samotno?? mo?na wypi? do dna cho? to trudne.
Mi?o?? prawdziw? daje tylko Bóg i zrozumienie.
Wsz?dzie Go szukam, dla Niego chc? ?y? wbrew pot?pieniom.
T?skni? za cisz? bezludnych wysp dzikich pla?.
Me ?wiaty s? obce bez nocy i dnia
Tam wiersze z ob??du powstaj?
Lecz póki tu jestem, prosz?
Kochaj mnie, dotykaj mnie.
Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciep?em palców
Dotykaj aksamitnie, rz?s pok?onem, nie przestawaj
Dotykaj ca?owaniem i oddechem tak, jak lubisz
Dotykaj smug? w?osów niby mu?lin bólowi zadaj ból.
Wiem, ?e chcesz wspólnych snów dam Ci je.
Nie bój si?, nie bój si?.
Dziwne jest pi?kne wci?? twierdz? tak gorsz?c dewotów.
Na urodziny sam sobie dzi? dam znak pokoju.
Kochaniem, samotno?? mno?na wypi? do dna cho? to trudne.
Wi?cej nic nie mów, tylko przytul si? dotykaj mnie.
Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciep?em palców
Dotykaj aksamitnie, rz?s pok?onem, nie przestawaj
Dotykaj ca?owaniem i oddechem tak, jak lubisz
Dotykaj smug? w?osów niby mu?lin bólowi zadaj ból.
Dotykaj delikatnie, bezszelestnie ciep?em palców
Dotykaj aksamitnie, rz?s pok?onem, nie przestawaj
Dotykaj ca?owaniem i oddechem tak, jak lubisz
Dotykaj smug? w?osów niby mu?lin bólowi zadaj ból.
Wolna my?l, swobód mit
Wat?, któr? mo?esz sobie uszy zatka?
Tak, jak ptak ?apie wiatr
Gdy zwi?kszy?a, gdy zwi?kszy?a mu si? klatka
Klatka s?ów w której znów
Jeszcze raz i jeszcze raz masz si? urodzi?
Zwyk?y fa?sz, ?e co masz
To p?ywanie, to ?egluga z dziur? w ?odzi
Modlitw szept w usta wbieg?
O stosunkach, o stosunkach przerywanych
Na g?upot?, na durnot? przekuwany
Wiara w cud, mrowia z?ud
Które ty op?acasz swoj? mrówcz? prac?
Dok?d pój??, zewsz?d gnój
Zwyk?y znój, za który nigdy nie zap?ac?
Znów zabijaj? w nas m?odo?? |
Znów zabieraj? nam wolno?? | x2
Wolna my?l....
Znów zabijaj? w nas...
Wspomnienie
U, u, u, u, u, u, u
Mimozami jesie? si? zaczyna z?otawa,
krucha i mi?-a
To ty, to ty jeste? ta dziewczyna, która do mnie
na ulic? wychodzi?a
Od twoich listów pachnia?o w sieni, gdym wraca?
zdyszany ze szko?y
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny, w parku p?aka?em
szeptanymi s?owy
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
U, u, u, u, u, u, u