Ci??ko jest, gdy ?wiat si? wali
wszystko blednie w ?wietle s?o?ca
mi?o?? mo?e nas ocali?
kochaj mnie do ko?ca
?atwo mo?na si? skaleczy?
szk?em na murze upokarze?
mi?o?? rany te wyleczy
kochaj mnie póki mo?esz
kochaj mnie do ko?ca
kochaj mnie póki mo?esz
?ycie chce nas na nieszcz??cie
nadzia? jak naro?en
je?li mo?esz kocha? jeszcze
kochaj mnie póki mo?esz
kochaj mnie póki mo?esz
kochaj mnie do ko?ca
kochaj mnie póki mo?esz
póki mo?esz...
póki mo?esz...
?nieg sypie dreszczem bia?ych lekarstw
Druk nekrologu bardziej czarny
Czcionka zg?odnia?ych kruków czeka
On ju? nie b?dzie ptaków karmi?
Ostatni zastrzyk skupia cia?niej
Fartuchów biel daremnie czyst?
W ostatnim oknie we mgle ga?nie
Ostatni wgl?d na rzeczywisto??
Ref: Tak, tak on to zrobi znów }
Tak, tak, cho? go nie ma ju? }
Tak, tak zechce zbudzi? si? jak ze snu }
Przecie? to nie sen }x2
?nieg sypie dreszczem bia?ych lekarstw
Druk nekrologu bardziej czarny
Czcionka zg?odnia?ych kruków czeka
On ju? nie b?dzie ptaków karmi?
Pod stop? ?nieg skrzypi jak drzwiami
Którymi odszed? wbrew wszystkiemu
Nikogo nie zast?pi pami??
Nikomu z nas, tym bardziej jemu
Ref...
Wolna my?l, swobód mit
Wat?, któr? mo?esz sobie uszy zatka?
Tak, jak ptak ?apie wiatr
Gdy zwi?kszy?a, gdy zwi?kszy?a mu si? klatka
Klatka s?ów w której znów
Jeszcze raz i jeszcze raz masz si? urodzi?
Zwyk?y fa?sz, ?e co masz
To p?ywanie, to ?egluga z dziur? w ?odzi
Modlitw szept w usta wbieg?
O stosunkach, o stosunkach przerywanych
Na g?upot?, na durnot? przekuwany
Wiara w cud, mrowia z?ud
Które ty op?acasz swoj? mrówcz? prac?
Dok?d pój??, zewsz?d gnój
Zwyk?y znój, za który nigdy nie zap?ac?
Znów zabijaj? w nas m?odo?? |
Znów zabieraj? nam wolno?? | x2
Wolna my?l....
Znów zabijaj? w nas...
Wspomnienie
U, u, u, u, u, u, u
Mimozami jesie? si? zaczyna z?otawa,
krucha i mi?-a
To ty, to ty jeste? ta dziewczyna, która do mnie
na ulic? wychodzi?a
Od twoich listów pachnia?o w sieni, gdym wraca?
zdyszany ze szko?y
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny, w parku p?aka?em
szeptanymi s?owy
A po ulicach w lekkiej jesieni fruwa?y za mn?
jasne anio?y
U, u, u, u, u, u, u